Dzisiaj premierowy wpis na blogu po bardzo długiej przerwie. Zainspirowany najnowszymi wytycznymi ministerstwa odnośnie do organizacji zajęć z religii w szkole i przedszkolu, a konkretnie szerszą możliwością łączenia grup podczas zajęć.

Ponieważ taka sytuacja jest w mojej pracy chlebem powszednim, chcę podzielić się kilkoma uwagami i pomysłami na ułatwienie sobie pracy w tej nietypowej rzeczywistości.

Grupa mieszana wiekowo w przedszkolu — czy to może się udać?

Nie tylko może, ale często udaje się z powodzeniem. Szkolno-przedszkolny podział na wiekowe grupy/klasy jest dość młodym schematem w historii ludzkości. Do czasu wynalezienia współcześnie znanego nam szkolnictwa podział na kategorie wiekowe był raczej sztuczny. Oczywiście, pod wieloma względami o wiele prościej jest pracować w grupie jednolitej wiekowo. Zespół idzie wtedy mniej więcej w jednym tempie, osiąga podobne umiejętności i stopień ich opanowania, podobną dojrzałość emocjonalną. Szybciej widać efekty naszej nauczycielskiej pracy. Ale czy w życiu poza szkolnictwem tworzymy jakieś inne grupy (w rodzinie, pracy, w spełnianiu hobby, Kościele), które są jednolite wiekowo? Raczej nie. W systemie edukacyjnym po prostu ułatwiamy sobie w ten sposób życie.

Dlaczego ułatwiamy? Osobiście dla mnie dużym szokiem była praca w ośmiooddziałowym przedszkolu, gdzie grupy były podzielone nie tyle na roczniki urodzenia, ile każda grupa zawierała jedynie pół rocznika (w jednym oddziale były dzieci urodzone między styczniem a czerwcem, w drugiej te z okresu lipiec – grudzień). Na etapie przedszkolnym to naprawdę dużo. Zajęcia trzeba było mocno dostosowywać, żeby były tak samo efektywne tu i tu, a niby to tylko pół roku! Jak na dłoni widać, jak różne potrzeby mają dzieci starsze lub młodsze jedynie o kilka miesięcy. Łatwiej jest więc „zaopiekować” oddział na tym samym poziomie wiekowym. I nie ma w tym nic złego.

Mieszanie roczników może być jednak bardzo ciekawe i korzystne, zarówno dla dzieci jak i dla nauczyciela. Mimo tego, że trzeba włożyć więcej wysiłku w przygotowanie i przeprowadzenie takich zajęć, efekty mogą być zaskakująco dobre, a poziom przyjęcia treści przez dzieci naprawdę wysoki!

Odpowiadając na pytanie w tytule – tak, to może się udać. Można też bardzo się rozczarować, jak zawsze w przypadku pracy z ludźmi. Co więc zrobić, by nie oszaleć w takiej sytuacji?

Moje spostrzeżenie po kilku latach pracy na takim poligonie doświadczalnym

Wersja „gadana” dla tych, którzy wolą słuchać. Nieco inna kolejność punktów niż w tekście. I opowiadam dlaczego płakałam😂:

1. Krótki temat – wiele powtórzeń na różne sposoby.

Czyli taka stara, dobra szkoła pracy z dziećmi. Bardzo ładnie wytłumaczyła mi to kiedyś wspaniała pani dyrektor, która hospitowała moje zajęcia. Z zadowoleniem stwierdziła, że właśnie o to chodzi, by „prowadząc zajęcia o listku pokazać listek, zaśpiewać o nim piosenkę, opowiedzieć historię, zrobić zabawę z listkiem, a później pracę plastyczną na ten temat”. Kiedy prowadzę zajęcia, szczególnie w takiego typu grupie, nie silę się na bardzo skomplikowane, wielopoziomowe tematy. Raczej biorę jedno sformułowanie, osobę, przedmiot, miejsce, Bożą cechę i pokazuję je dzieciom na różne sposoby, przez różne zmysły. Dzieci lubię powtarzalność, utrwalanie, schemat, więc zwykle bardzo dobrze działa.

2. Jeśli to możliwe, najlepiej łączyć dzieci do 5 lat i od 5 lat w górę w jedną grupę.

Dzięki temu łatwiej będzie nam przygotować konspekt, bo choćby pod względem czasowym są one przewidziane na 15 minut dla do młodszych i pół godziny dla starszych. Będziemy musieli tylko dostosować aktywności, o czym będzie później.


3. Nie idź na żywioł, nie sprawdza się – potrzeba dobrego przygotowania.

Naprawdę. Są grupy, klasy, gdzie wystarczy pomysł na temat, aktywność na start i leci. W tego typu grupach raczej się rozleci niż poleci😉. Treści i metody muszą być przemyślane, bo taki żywioł wymaga ujarzmienia.


4. Sprawdź jakie aktywności dzieci lubią: konkretna zabawa, piosenka, aktywność, która jest w miarę uniwersalna i która dzieci chwycą. Można ją powtarzać w awaryjnych sytuacjach. A te mogę się zdarzać często, bo dzieci trafią na zajęcia z różnych sal, po różnych przeżyciach, etc.


5. Rytuały i rutyna: potrzebne jeszcze bardziej niż normalnie, bo pomagają porządkować zajęcia.

A dzieci rutynę i rytuały uwielbiają. Takie ramy pomogą nam usystematyzować czas. Co to może być? Na przykład zawsze siadamy chłopak-dziewczyna, zawsze witamy się przed modlitwą lub po w jakiś określony sposób, zawsze na koniec robimy zabawę lub relaksację, etc. Na religii pomaga nam też naturalnie zaczynanie i kończenie zajęć modlitwą, chrześcijańskim pozdrowieniem.


6. Dogadać się, żeby maluchy wyszły po 15 minutach.

Przy półgodzinnych zdjęciach 3-latki nie koniecznie mogą dać nam je dokończyć. Idealnie, jeśli mogłyby wyjść po kwadransie, a my ze strszakami rozwijamy temat. Sprawdza się genialnie, ale zależy od możliwości organizacyjnych.


7. Wykorzystać naturalny odruch dzieci do zajmowania się młodszymi, posadzić młodszych między starszymi.

Niesamowite jest to, jak starsze dzieciaki, zarówno dziewczyny jak i chłopcy, potrafią zaopiekować się młodszymi kolegami i koleżankami. Nam ułatwi to pracę, a tym młodym mentorom doda skrzydeł.


8. Dużo zabawy, najlepiej ruchowej, z naśladowaniem gestów.

Ruch, ruch, ruch. Dzieci (i nie tylko) bardzo go potrzebują. I paradoksalnie potrafią się dzięki niemu wyciszyć. Zabawa może zachęcić dzieci do udziału w zajęciach, zintegrować grupę. A naśladowanie starszych, bawiących się dzieci będzie bardzo absorbujące dla tych młodszych. Możemy przykładowo zaproponować pantomimę do opowiadania biblijnego, wyznaczyć „dyrygenta”, który będzie pokazywał, co mają robić pozostali podczas naszego opowiadania historii.


9. Piosenki z pokazywaniem, tylko części dla młodszych

Zabawą ruchową może być równie dobrze pokazywanie gestów do piosenek czy cały układ taneczny. Wtedy każde dziecko, nawet nie miejsce jeszcze na tyle, żeby poradzić sobie z trudniejszą piosenką, będzie zaangażowane. Do poniższej piosenki, którą wykorzystuję przy okazji katechezy z konspektu na końcu wpisu, dzieci z chęcią wymyślają gesty:


10. Różne zadania plastyczne typu kolorowanka.

Czyli klasyk.


11. Opowieści typu „wspólne czytanie” z obrazkami.

Dzieci czytające mogą pomagać prowadzącemu, a młodsze odpowiadać słowa, które zostały narysowane, nie zapisane. Wymaga to przygotowania plansz lub skorzystania z gotowych propozycji, np. z https://www.stasmiesiecznik.pl/


12. Częste zmiany pozycji ciała i przerywniki.

Co stoi na przeszkodzie, by cześć zajęć przeleżeć słuchając i wyobrażając sobie to, o czym jest mowa?  Dzieci często wiercą się nie dlatego, że się nudzą, tylko dlatego, że jest im niewygodnie i są zmęczone (kto z nas tak nie robi?). Zmiany pozycji, przerywniki w postaci zagadki, zabawy czy piosenki, wyciszanki – to wszystko ułatwia pracę w zespole międzyrocznikowym.

Tyle luźnych myśli. Pod spodem praktyczny przykład – konspekt, który wykorzystuje powyższe elementy. Czasem robię go, z jakąś modyfikacją, już na pierwszych zajęciach.

I załączniki do konspektu:

Na koniec życzę wszystkim koleżankom i kolegom katechetom cierpliwości i optymizmu. Mówiąc obrazowo casami lepiej mieć paczkę pełną różnych owoców i warzyw jak na obrazku, niż tylko jeden ich gatunek. To pomaga wzrastać.